Zimowe poranki

25 stycznia 2017

Zimowe poranki… nigdy ich nie lubiałam. Hałaśliwy budzik przerywający sen, ciemności za oknem i zimna woda w łazience. Pozostanie w łóżku nie wchodziło w grę. Musiałam wstać, umyć się i ubrać, zjeść śniadanie. Najgorsze było wyjście z domu. Mróz szczypał mnie w policzki gdy szłam przez zaspy do autobusu. Zbliżając się do przystanku poślizgnęłam się na oblodzonym chodniku i upadłam. Poczułam ostry ból w plecach. Jeden z mężczyzn stojących na przystanku szybko do mnie podszedł. -Czy coś się pani stało?- zapytał. Pochylał się nade mną z troską w oczach. Miał na sobie ciemny kożuszek, wełniany szalik i wysokie buty. -Źle się pani czuje?- zapytał jeszcze raz. -Nie, wszystko w porządku- odpowiedziałam. Podał mi rękę. Chciałam wstać, ale nie mogłam. Przygryzłam dolną wargę. -Nie dam rady…- szepnęłam. -Czy pani coś złamała? Nie byłam pewna. -Myślę, że to tylko potłuczenie. Proszę się o mnie nie martwić. Chyba jednak się martwił. Stał przez chwilę obok mnie, jakby się nad czymś zastanawiając. -Muszę pani jakoś pomóc. Proszę się o mnie oprzeć i wstać. Czy pani jedzie do pracy? -Na uczelnię. Jeszcze studiuję… A pan pewnie gdzieś się śpieszy… -Nie pan, tylko Jacek…- uśmiechnął się do mnie. -Nie, wyszedłem tylko na krótki spacer. Stwierdził, że powinnam się położyć, zamiast gdziekolwiek jechać i że na pewno nie zostawi mnie samej.

Zaproponował, że zaprowadzi mnie na pobliską plebanię. Pomyślałam, że to chyba dobry pomysł. Nareszcie zobaczę, jak wygląda nasz nowy wikary. -Gdzie jest plebania?- zapytałam. -Nie wie pani… nie wiesz? Przecież tutaj mieszkasz, prawda? -Nie chodzę do kościoła.- ucięłam. Nie był to temat, o którym lubiłam rozmawiać. Idąc, rozmawialiśmy dalej. Jacek wypytał o rodzinę i studia. Droga była dość długa, więc miałam dużo czasu, żeby mu się przyglądnąć. Był naprawdę przystojnym facetem, kędzierzawym szatynem z niebieskimi oczami i dołeczkiem w brodzie. Szliśmy wolno w stronę kościoła. Zdziwiłam się, widząc, że mój opiekun nie dzwoni do drzwi. Otworzył je kluczem, który wyjął z kieszeni. Kiedy weszliśmy posadził mnie na krześle w kuchni i pomógł zdjąć płaszcz. Wtedy weszła jakaś kobieta. -Niech będzie pochwalony- powiedziała.-Gdzie ksiądz się podziewał? Ksiądz? Czy ja dobrze usłyszałam? -No, gdzie ksiądz był? I kim jest ta osoba? Jacek wyjaśnił całą sytuację. Kobieta zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem i wyszła na dwór, trzaskając drzwiami. -Jesteś… księdzem?- zapytałam. Potwierdził, nie patrząc mi w oczy. Wziął ode mnie beret i szalik, a później ulęknął i zaczął rozsznurowywać moje buty. Zdjął je, ale ciągle nie wstawał. Klęczał, trzymając w rękach moją stopę. -Jaka śliczna, malutka nóżka…-zamruczał. -A jaka zimna. Zaczął ją rozcierać. Jestem bardzo wrażliwa na dotyk, więc od razu zrobiło mi się cieplej. Nie mówiąc już o tym, że widok klęczącego przede mną mężczyzny w koloratce był szalenie podniecający. -Ciepło?- zapytał. W odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam. W chwilę później poczułam, że jego rozgrzane ręce wędrują po moich łydkach. -Co ksiądz… Jacek, co ty robisz???- prawie, że krzyknęłam. -Mam przestać? Znalazłam się w kropce. Jego dotyk był niezwykle przyjemny, przerażała mnie jednak myśl, że ktoś może nas zobaczyć. Jakby odgadł moje myśli. Wziął mnie na ręce i zaniósł do małego, przytulnego pokoju. Stało tam biurko i regały z książkami. Jacek posadził mnie na biurku i zamknął drzwi na klucz. Rozejrzałam się na około. -To kancelaria parafialna- powiedział, podchodząc do mnie. Znów uklęknął przede mną. Tym razem patrzył mi długo w oczy. Pogłaskałam go po głowie. Bawiłam się pasmami kręconych włosów i delikatnie dotykałam twarzy. -Chodź do mnie bliżej- poprosiłam. Jacek wstał z podłogi i stanął przy mnie. Wyciągnęłam do niego ręce i wtuliłam się w niego. Pierwszy pocałunek był trochę niezręczny i niebyt długi. Następny- bardziej namiętny. Po chwili Jacek całował delikatnie moją szyję. Przeniknął mnie dreszcz. Zaczął rozpinać moją koszulę. Pod- spodem miałam tylko podkoszulek na ramiączkach. Jego usta były coraz niżej. Jednocześnie głaskał moje ramiona i plecy. Nie pozostałam bierna- zaplątywałam pasma jego włośow między palce i wdychałam ich zapach. Podniósł podkoszulek, aby móc dotykać moich piersi. Bardzo delikatnie głaskał sutki opuszkami palców. Zaczął je leciutko ssać i jednocześnie przygryzać. Było mi już bardzo gorąco. Cichutko jęknełam. Jacek odsunął się ode mnie. Popatrzyłam na niego z oczekiwaniem. -Nie mogę ci zrobić krzywdy- powiedział. -Krzywdy? Zrobisz mi krzywdę, jeśli mnie teraz zostawisz. Podeszłam do niego i mocno go objęłam. Powoli rozpinałam jego czarną koszulę, zdjęłam koloratkę i podkoszulek. Wtuliłam się w jego szerokie, łagodne ramiona. Już po chwili dotykałam jego klatki piersiowej i brzucha. Był harmonijnie zbudowany, a linie jego ciała były miękkie i subtelne. W tym momencie przeraźliwie go pragnęłam. Nie byłam tylko pewna, czego on ode mnie oczekuje. Żył przecież w celibacie. Czy miał w ogóle jakieś doświadczenia erotyczne? Zaczęłam rozpinać jego spodnie. Zsunęłam je nieco i położyłam rękę na jego pośladkach. Głaskałam je leciutko, a później podeszłam do niego od tyłu lizałam plecy, schodząc coraz niżej. -Połóż się na brzuchu- poprosiłam. Ułożył się na miękkim, puszystym dywanie przed biurkiem. Zdjęłam z niego spodnie. W dalszym ciągu dotykałam jego pupy i bioder, zarówno rękami, jak i czubkiem języka. Oddech Jacka stawał się coraz szybszy. Na chwilę przerwałam, ażeby za moment zająć się karkiem i rowkiem wzdłuż kręgosłupa. -Dobrze?- zapytałam. -Och… tak. Tylko trochę niewygodnie. Usiadł przodem do mnie. Jego bokserki były mocno opięte. Dotknęłam go w tym miejscu. Zajęczał i złapał moją rękę. -Dotykaj mnie. Zsunęłam jego bokserki. Czułam na sobie jego spojrzenia, gdy dotykałam penis. Bardzo delikatnie zsunęłam napletek i pokryłam tę najbardziej wrażliwą część pocałunkami. Leciutko lizałam główkę, jednocześnie dotykając trzonu i podstawy. Cały czas wzdychał i cichutko jęczał. Bardzo pragnęłam, żeby było mu dobrze. Zdawałam sobie sprawę, że stosunek nie wchodzi w grę. Prezerwatywy na plebanii? Przerwałam pieszczoty i ułożyłam się na plecach. -Dotykaj mnie nim- poprosiłam. -Dotykaj nim moich piersi. Pochylił się nade mną. Całował mnie długo i gwałtownie. Trzymając penis w ręce przesuwał go po moim brzuchu i piersiach, ażeby w końcu umieścić go między nimi. Przytrzymałam je rękami. Zaczął się poruszać, najpierw powoli i delikatnie, a potem coraz szybciej i mocniej. -Kochanie- powiedział -Kochanie, dłużej już nie mogę! -Spuść się na mnie… proszę, zrób to… Po chwili doszedł, głośno jęcząc i szlochając. Całowałam go czule i delikatnie. Potrzebował dużo czasu, żeby wrócić do rzeczywistości. -Pozwól mi zająć się tobą…- wyszeptał. Rozebrał mnie i ułożył na plecach. Sam położył się niżej, między moimi nogami. Najpierw długo całował stopy, później łydki. Jego język wędrował po moich udach, aż do wzgórka Wenus. Dotykał go, długo i subtelnie, bawił się włoskami. Pocałował delikatnie wargi i lekko je rozchylił. Głaskał językiem łechtaczkę, a później zaczął ją leciutko ssać. Jego ręce mocno ściskały moje pośladki. Byłam niesamowicie podniecona. -Nie przestawaj…- wyszeptałam. Było mi naprawdę dobrze. Jego ruchy stawały się coraz bardziej gwałtowne, a wkrótce do języka dołaczyły palce. Penetrował nimi moje bardzo już mokre wnętrze. Spełnienie nadeszło nagle. Leżałam drżaca w ramionach Jacka. Przez szum w uszach słyszałam jego słowa. Mówił namiętne, urywane słowa i obdarzał mnie delikatnymi pocałunkami. Od tej pory często odwiedzam moją parafię.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *