Droga na wesele

Marzena była 29-letnią panną. Prawie wszystkie jej koleżanki wyszły już za mąż, a ona nadal była samotna. Pewnie dlatego, że mieszkała na wsi. Była niebrzydka i miała całkiem zgrabną figurkę (może tylko pupa była nieco za duża). Do tego była „cycatką”. Miała świadomość, że jej spory biust przyciąga wzrok mężczyzn. Marzena uwielbiała ubierać się elegancko. Chodziła w szpilkach (zimą w kozaczkach na wysokim obcasie). Przeważnie zakładała spódnice, miała w swojej szafie kiecki o różnych długościach. Lubiła miniówki, ale przychodzić w minispódniczkach do szkoły (gdzie pracowała) nie wypadało… Marzena dobrze się czuła też w pończochach i dobrej, koronkowej bieliźnie. Miała kilka par majteczek tak koronkowych, że aż prześwitujących. Teraz Marzenę spotkała okazja, żeby kupić sobie coś eleganckiego. Została zaproszona na wesele koleżanki ze studiów. Postanowiła sprawić sobie szczególnie efektowną sukienkę. Do niej szpilki, pończochy i torebkę. Dużo czasu spędziła w przymierzalniach. W końcu kupiła kieckę. Dość seksowną- bordową, z dużym dekoltem, wysokim rozcięciem na nodze. Do tego czarne szpilki, pończochy i torebkę. Przy okazji kupiła sobie nową bieliznę. Wiedziała, że spod sukienki będą wystawać ramiączka stanika, więc wybrała podobny kolorystycznie- czerwony biustonosz. I czerwone stringi. Postanowiła przyjechać do koleżanki kilka godzin wcześniej, licząc że może jej pomóc w przygotowaniach. Dlatego wsiadła…

Przedział

Magda jechała pociągiem tego dnia do swojej koleżanki na wakacje. Była to długa trasa i rodzice trochę obawiali się puszczać w nią szesnastoletnią córkę. Po wielu namowach i prośbach zgodzili się. Teraz siedziała w pustym przedziale i czytała jakieś pismo młodzieżowe. Miała niewiele ponad 160 centymetrów wzrostu, czarne włosy do ramion i delikatnie zadarty nosek, na którym nosiła okulary. Była bardzo ładną dziewczyną, obiektem westchnień wielu chłopców, lecz dobre wychowanie rodziców powodowało to, że nadal z żadnym nie chodziła a co za tym idzie, była jeszcze dziewicą. Właśnie sięgała do plecaka po napój, kiedy drzwi do przedziału otworzyły się gwałtownie i weszło do niego trzech podpitych, ogolonych na łyso facetów w okolicy trzydziestki. -Można? – powiedział jeden i nie czekając na odpowiedź usadowił się naprzeciwko zdezorientowanej dziewczyny. – Wacha, zamknij drzwi i zasłoń to gówno. – rzucił do ostatniego, który wszedł. – Na zamek? – spytał Wacha. – A na co, na kutasa? – Spoko Menel. Już się robi. Magda postanowiła w tym momencie opuścić przedział i w momencie, kiedy wzięła swój plecak i chciała wyjść, mężczyzna złapał ją za włosy i szarpnięciem w dół zmusił do siąknięcia powrotem. – Gdzie się wybierasz? – spytał i splunął jej prosto w…

Sposób na Marte

Nielada problem miałam z Martą. Skąd wziąć gwałciciela? I to w dodatku takiego, który by się jej spodobał, a ponadto nie zrobił jej krzywdy? Rozmawiałam o tym ze znajomym, który zna wielu młodych mężczyzn, gotowych za odpowiednią sumę w zasadzie na wszystko. Umówił mnie pewnego popołudnia w pobliskim pubie z dwoma panami, których personaliów nie znałam, ale wiedziałam jedno – byli godni zaufania i, co równie ważne, w typie Marty. W trakcie spotkanie dobrze im się przyjrzałam. Pierwszy z nich – przedstawił się jako Lucien – był szczupłym szatynem średniego wzrostu, pół Polakiem – pół Francuzem, miał elegancki styl i dobre maniery. Jego ruchliwe palce sugerowały, że był doskonały w łóżku zarówno z mężczyzną jak i z kobietą. Jednak nie wyglądał na kogoś, kto mógłby dokonać brutalnego gwałtu. Drugi natomiast – całkowite przeciwieństwo pierwszego – krępy blondyn, z okrągłą twarzą i blizną, która biegła od oka aż po samą kanciastą szczękę. Usta miał wąskie, a w jego bladoniebieskich oczach panowała temperatura grubo poniżej zera. Pod skórzaną kurtką i ciemnymi spodniami ukryte były twarde muskuły. Gdy się uśmiechnął, błyskał złotym zębem. Ten mógł niejednego przerazić… Nazwałam go Gunter. Po krótce przedstawiłam sprawę. W miarę rozwoju rozmowy miałam pewność, że dobrze wybrałam….

Współcześni rozbójnicy
Opowiadania erotyczne kobiet / 1 kwietnia 2016

Był późny sobotni wieczór. Kończył się nasz urlop i razem z Jankiem wracaliśmy do domu. Pomimo, że był już prawie koniec września była ładna i ciepła pogoda. Janek ubrany był w podkoszulkę i krótkie spodenki, adidasy na nogach, aby prowadzić samochód. Ja też miałam na sobie koszulkę na ramiona i cienką bawełnianą spódniczkę, aby mi było swobodnie w samochodzie. Na nogach miałam zwykłe klapki. Do domu było jeszcze daleko, droga niby prosta, ale w większości przez las. W pewnym momencie na drodze pokazał się znak „Parking leśny”, ja poprosiłam, aby Janek zjechał „na siusiu”, on spojrzał, ale ja potwierdziłam, że potrzebuje. Nie jechaliśmy szybko, więc nie było problemu aby skręcić. Na parking prowadził dosyć wąski wjazd, a on sam był ok. 50 m od głównej drogi. Parking wydawał być się zadbanym, zjechaliśmy na bok, ale byliśmy widoczni z głównej drogi, były na nim drewniane stoły, a przy nich ławki. Wysiedliśmy z samochodu, jak to się mówi, rozprostowaliśmy kości, ja poprosiłam Janka o chusteczki jednorazowe i miałam zamiar iść w „Krzaki”. Janek zażartował, „zostaw majtki na krzaku, to tu wrócimy”, bo jest takie przekonanie w turystyce, że jeżeli gdzieś się coś zostawi, to wcześniej, czy później, w to miejsce się wraca….

Klucze Petera

W dniach 06 – 11 czerwca odbywała się w Hanowerze duża wystawa, na której również nasza firma prezentowała swoje wyroby. Wystawa kończyła się w piątek, przez sobotę mięliśmy wracać do domu. Uzgodniłam z szefem, że ja wysiądę w Berlinie i już do domu wrócę sama. Przecież byłam na początku maja w Berlinie, gdzie spotkałam się ze swoim synem, byłym mężem i właścicielem mieszkania – Peterem. Ponieważ wychodził on wcześniej do pracy, niż ja wyjeżdżałam, żegnając się ze mną zostawił mi klucz, sugerując, że albo mu go odeślę, albo mu go odwiozę. No i właśnie teraz była taka okazja. I tak musieliśmy objeżdżać Berlin, więc umówiłam się, że w pewnym miejscu na tym objeździe, ja wysiądę z naszego samochodu, a on tam będzie. Na drogę powrotną spakowałam się odpowiednio, podstawowa część mojego bagażu pojechała samochodem służbowym do Polski, a ja z niewielka torbą już czekałam na przesiadkę. Widać umówiliśmy się precyzyjnie, bo o 16-tej na umówionym parkingu zmieniłam samochody i po niecałej godzinie dojechaliśmy do jego mieszkania. Powitanie było bardzo uroczyste, na stole bukiet z róż, kieliszki od szampana. Ale tego szampana nie zdążyliśmy otworzyć, bo usta nasze przywarły do siebie w wyjątkowo namiętnym pocałunku. Pocałunek trwał na tyle długo, ze…

Zerżneli mnie jak psa

Był mroźny, styczniowy, sobotni wieczór . Jak zwykle spędzałam go przed telewizorem w domu. Jak zwykle, bo moje życie towarzyskie było na poziomie inteligencji ameby Dubine`a. Kiedy wszyscy słodko kochali się w swoich domkach przy kominkach, ja siedziałam w kawalerce o powierzchni 39 m kwadratowych. Od kiedy ukończyłam studia nie uprawiałam seksu. Mój ostatni chłopak, niejaki Paweł, zginął w wypadku samochodowym na szosie z Gdańska do Warszawy. Od tamtego czasu, od tych czterech cholernych lat, nie mogłam się pozbierać. Gdy jakiś chłopak próbował chociaż ze mną porozmawiać, mimowolnie spławiałam go. Nie wiem dlaczego to robiłam. Byłam obrażona na cały świat, nadal jestem. Właśnie leciał słaby kabaret w telewizji publicznej, kiedy zabrzęczał wibrator telefonu komórkowego. Na wyświetlaczu pojawił się numer zastrzeżony. Zwykle nie odbierałam tego typu telefonów, ale tym razem coś podkusiło mnie, aby odebrać. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i wymamrotałam niezgrabne „halo?”. W telefonie usłyszałam męski, metaliczny głos: -Jak się miewasz, skarbie? Zupełnie zaskoczyło mnie to pytanie. Tak witał się ze mną Paweł. -Kim pan jest? Po sekundzie głos odpowiedział: -Jeśli będziesz podążać za wskazówkami, wkrótce się dowiesz. Głos w telefonie zamilkł. Byłam przerażona, serce waliło mi jak młotem. Za chwilę o mało nie wyzionęłam ducha. Odgłos tłuczonego szkła. Pospiesznie wbiegłam…

Joanna i ochroniarze

Widzisz ją? – Nie. Poczekaj. – Teraz patrz! Jest tam. Stoi w kolejce do kasy ? irytował się Marek, pracownik firmy ochroniarskiej przy dużym, krakowskim markecie. – Ach, teraz ją widzę – ucieszył się Robert, jego kolega po fachu. – Co o niej myślisz? – Na pierwszy rzut oka, niezła. – Niezła? Jest fantastyczna. Przyjrzyj się tylko. Tak. Była fantastyczną kobietą. Zdecydowali się właśnie ją wybrać do realizacji swojego planu. Joanna niecierpliwiła się stojąc w kolejce do kasy. Był piątek wieczór. Henryk, mąż Joanny, wracając do domu z pracy odebrał ją z firmy, gdzie pracowała. Po drodze do domu przypomnieli sobie, że nie zrobili jeszcze zakupów na weekend. Postanowili więc podjechać do najbliższego marketu. Zrobili najpotrzebniejsze zakupy i zapakowali je do samochodu. Wtedy Joannie przypomniało się, że nie kupili jeszcze kawy. – Wrócę szybko i kupię – poinformowała męża. – Dobrze, poczekam w samochodzie. Teraz Joanna z jedną paczką kawy w ręce stała po raz drugi w kolejce do kasy. Całe szczęście, że obsługa była sprawna i kolejka posuwała się dość szybko. Pochłonięta myślami o nadchodzącym weekendzie, nie zauważyła, że przygląda jej się dwóch ochroniarzy. Doszła do kasy, zapłaciła za kawę i skierowała się do wyjścia. – Przepraszam Panią –…

Na dachu

Mam na imię Ewa, mam 27 lat i od ślubu czyli od roku mieszkam z mężem w typowym dla wielkich miast wieżowcu. Nasi sąsiedzi to starsi ludzie w większości emeryci. Doszłam do wniosku, że dach to doskonałe miejsce do opalania się bo i tak nikt z sąsiadów nigdy się tam nie pofatyguje. Tego dnia szłam do pracy na drugą zmianę więc przed południem postanowiłam wystawić ciało do słonka. Wzięłam karimatę, krem do opalania, radio i butelkę napoju. Wjechałam windą na ostatnie piętro, później schodami do suszarni a stamtąd szybem na dach. Zamknęłam za sobą blaszane drzwi a klamkę podparłam wypróbowaną wcześniej deską. (To na wypadek gdyby jednak ktoś chciał wejść na dach) Wieżowiec górował nad innymi blokami więc roztaczał się z niego piękny widok na sporą część miasta. Rozłożyłam karimatę, zdjęłam zieloną sukienkę a jeszcze raz upewniwszy się, że drzwi są podparte deską zdjęłam stanik i majtki. Nasmarowałam ciało kremem, włączyłam jakąś muzyczną stację i położyłam się. Gorące promienie słoneczne oblewały moje ciało a sporadyczne mocniejsze podmuchy wiatru poruszały moimi włosami. Leżałam tak jakiś czas gdy nagle uświadomiłam sobie, że słyszę czyjś głos. – Myślałem, że sąsiadka farbuje włosy na rudo ale widzę, że i na cipce rude więc to…

Gwałt na leśnej polanie
Opowiadania erotyczne kobiet / 13 lutego 2016

Mam na imię Monika. Obecnie mam 22 lata i studiuję socjologię ale chciałabym opowiedzieć wam historię która przydarzyła mi się 6 lat temu. Chodziłam wtedy do ogólniaka w małym miasteczku na Lubelszczyźnie. Był piękny wrześniowy dzień. Słońce mocno przygrzewało więc postanowiłam sprawić sobie małe wagary. Wiadomo, za kilka dni pozostanie mi tylko solarium i nie można było zmarnować tej prawdopodobnie ostatniej szansy na naturalną opaleniznę. – Jadę się poopalać – zdecydowałam. Od lat jeździłam w to samo miejsce. Odległa polana w głębi rozległych lasów otaczających moje miasteczko. Uwielbiałam to miejsce. Głównym powodem tego był fakt, że zapewniało mi maksimum dyskrecji, z dala od wścibskich oczu napalonych facetów. Wyjechałam z samego rana. W plecak zamiast podręczników i zeszytów zabrałam ręcznik, krem do opalania i oczywiście wszystkie swoje kosmetyki bez których nigdzie się nie ruszałam. Pocałowałam mamę na do widzenia, wsiadłam na rower i udałam się prosto do swojego sekretnego miejsca niebiańskiego odpoczynku. Gdy dojechałam na miejsce oparłam rower o drzewo. Rozłożyłam ręcznik na miękkiej trawie. Szybko zdjęłam z siebie króciutką bluzeczkę, spódniczkę, buty i skarpety. Już w domu nałożyłam pod spód dwuczęściowy kostium do opalania. Usiadłam na ręczniku i powoli zaczęłam wcierać krem do opalania. – Jaka szkoda że nie ma…

Joanna na cmentarzu

Dzień Wszystkich Świętych co roku wygląda podobnie. Co roku tłumy ludzi kłębią się u wejść na cmentarze i na samych cmentarzach. Na jeden z takich cmentarzy wybrała się zgrabna trzydziestopięcioletnia kobieta Joanna, wraz z mężem i dwunastoletnim synkiem. Tak, jak wiele innych rodzin, pojechali odwiedzić groby swoich bliskich. Zajechali pod cmentarz. Po dłuższej chwili poszukiwania wolnego miejsca, w końcu zaparkowali. Joannie przy wysiadaniu z samochodu spódnica podwinęła się do góry odsłaniając jej zgrabne uda. Henryk z przyjemnością podziwiał ten widok. Zawsze tak robił, gdy żona wysiadała z samochodu będąc w spódnicy. Joanna po prostu nie opanowała sztuki zgrabnego wysiadania i uda odsłaniały jej się przy tej okazji za każdym razem. Jeszcze lepiej było latem, gdy nosiła krótkie, zwiewne sukienki. Wtedy, ktoś przechodzący właśnie obok samochodu miał okazję zobaczyć jej majtki w całej okazałości. Teraz, w listopadzie Joanna miała grubszą spódnicę do kolan majtki już się nie odsłaniały. Ale i tak zgrabne uda, które na moment rozchylały się niczym w lubieżnym geście zaproszenia, mogły przyprawić o przyspieszone bicie serca niejednego mężczyznę. I przyprawiły. W momencie, gdy Joanna wysiadała, obok samochodu przechodziła grupka czterech mężczyzn. Dwóch z nich spostrzegło jej uda. Przeszli parę kroków, po czym zatrzymali się obserwując kobietę. – Fantastyczna…