Joanna na cmentarzu

Dzień Wszystkich Świętych co roku wygląda podobnie. Co roku tłumy ludzi kłębią się u wejść na cmentarze i na samych cmentarzach. Na jeden z takich cmentarzy wybrała się zgrabna trzydziestopięcioletnia kobieta Joanna, wraz z mężem i dwunastoletnim synkiem. Tak, jak wiele innych rodzin, pojechali odwiedzić groby swoich bliskich. Zajechali pod cmentarz. Po dłuższej chwili poszukiwania wolnego miejsca, w końcu zaparkowali. Joannie przy wysiadaniu z samochodu spódnica podwinęła się do góry odsłaniając jej zgrabne uda. Henryk z przyjemnością podziwiał ten widok. Zawsze tak robił, gdy żona wysiadała z samochodu będąc w spódnicy. Joanna po prostu nie opanowała sztuki zgrabnego wysiadania i uda odsłaniały jej się przy tej okazji za każdym razem. Jeszcze lepiej było latem, gdy nosiła krótkie, zwiewne sukienki. Wtedy, ktoś przechodzący właśnie obok samochodu miał okazję zobaczyć jej majtki w całej okazałości. Teraz, w listopadzie Joanna miała grubszą spódnicę do kolan majtki już się nie odsłaniały. Ale i tak zgrabne uda, które na moment rozchylały się niczym w lubieżnym geście zaproszenia, mogły przyprawić o przyspieszone bicie serca niejednego mężczyznę. I przyprawiły. W momencie, gdy Joanna wysiadała, obok samochodu przechodziła grupka czterech mężczyzn. Dwóch z nich spostrzegło jej uda. Przeszli parę kroków, po czym zatrzymali się obserwując kobietę. – Fantastyczna…

Podglądacz

Tomek siedział w domu i zastanawiał się co ona robi. Oczywiście mógł wyjrzeć przez okno i popatrzeć do wnętrza jej pokoju, mógł to zrobić, ale to już mu nie wystarczało. Kiedy używał lornetki i patrzył jak się rozbiera do snu często się onanizował i przynosiło to częściową ulgę. Zauważył, że kiedy nie zrobił sobie dobrze miał kłopoty z zaśnięciem. Kaśka była starsza o cztery lata. Znał ją od zawsze. Nie przyjaźnili się, ale mówili sobie cześć i rozmawiali od czasu do czasu. Nie wytrzymał. Zgasił światło, rozebrał się i podszedł do okna. Światło w jej pokoju paliło się, ale nie widział jej. W oknie nie miała firanek, ale pionowe żaluzje, które prawie zawsze były rozsunięte. Zawsze kiedy ją podglądał lubił być nago, nie wiedział dlaczego, ale w każdym razie strasznie go to podniecało. Patrzył przez chwilę i wtedy, nagle pojawiła się. Chwycił lornetkę i przyłożył ją do oczu. Czasami korzystał z kamery. Nagrywał ją kiedy chodziła po pokoju w samej bieliźnie. Ale kaset nie sprzedawał – nie. Oglądał je. Teraz kamera leżała na dnie szafy. Weszła do pokoju w białym szlafroku przepasana paskiem z mokrymi włosami. Podeszła do okna i popatrzyła w mrok. Cofnęła się i po raz kolejny zobaczył…

Korepetycje

Przeżycie, jakie doznałem było niesamowite to przygoda która sprawiła że życie stało się jeszcze bardziej ekscytujące. Miałem w tedy 20 lat byłem młodym zdolnym studentem , który nie interesował się za bardzo laskami ( tylko od czasu do czasu porządnie strzepał sobie konia ). Pewnego dnia moja mama powiedziała mi ,że syn jej koleżanki potrzebuje pomocy w nauce a ja mógł bym sobie trochę zarobić. Zapytałem, z czego mam mu pomóc. Mama powiedziała, że z Historii w końcu jestem z tego bardzo dobry . Zgodziłem się po czym umówiłem się telefonicznie z koleżanką mamy . W następnym tygodniu poszedłem na te korepetycje do ich domu . Mieszkali normalnie jak przeciętni Polacy blok z drugiej połowy lat 90-tych . Koleżanka mamy wyglądała bardzo młodo ( na oko miała około 31 może 32 lata) była zgrabna i niezwykle piękna i z tego co się zorientowałem samotna z dzieckiem bez męża, jej synek był w 4 klasie podstawówki . Chłopak miał na imię Radek w sumie miły dzieciak szybko łapał o co chodzi wiec nieco się dziwiłem , i pytałem jego mamy ,ze nie widzie ,żeby miał problemy z Historią ale ona upierała się ,że pomoc mu jest potrzebna. To mi się wydało…

Żółty kajaczek

Jeszcze tylko jedno uderzenie wioseł o wodę i dosyć – pomyślała i po ostatnim zamachu oparła wiosło poziomo o burty kajaczka. Rozejrzała się dookoła. Po jej lewej stronie rósł piękny zielony las, a przy brzegu pełno było tych potwornych chaszczy wystających z wody. To było coś co w jej opinii dyskwalifikowało każdą plaże. Tak do kąpieli jak i do opalania. Na samą myśl o wejściu pomiędzy to paskudztwo dostawała dreszczy, a i opalać się ciężko gdy człowiek cały czas myśli o tym co może wyleźć z tych trzcin i obleźć nieświadomą niczego ofiarę. Na szczęście nie zamierzała tu przybijać do brzegu ani pływać. A do opalania wcale nie musiała opuszczać swojego żółtego kajaczka, który tymczasem pozbawiony napędu zatrzymał się i rozpoczął monotonny taniec w takt rytmu delikatnych fal. To była prawdziwa sielanka, woda kołysała, leciutki wiaterek chłodził jej rozgrzaną od słońca skórę, a samo słońce delikatnie muskało jej nagie ramiona, odsłonięte nogi oraz pomarańczowy kapok. -Rany boskie, kapok – wrzasnęła w myślach – no ale bym się urządziła, pierwsza idiotka opalająca się we wzorek kapoka. Nie tracąc czasu, rozpięła sprzączki kapoka, zdjęła go z siebie i rzuciła na przód kajaczka, w to miejsce gdzie zazwyczaj stoi kałuża paskudnie wyglądającej wody….

Irina

Był pochmurny, zimowy wieczór. Nad Moskwą unosiła się gęsta, lodowata mgła. Mróz zapierał oddech w piersiach. Przechodnie niemal biegli po ulicach, by jak najprędzej znaleźć się w ciepłych domach przy szklance gorącej herbaty. Jednak w jednym miejscu atmosfera była zgoła inna. W Teatrze Bolszoj tętniło właśnie od przygotowań do jednej z największych imprez w Rosji- wyborów Miss Moskwy. W garderobach duszno było od zapachu perfum, niektóre dziewczęta paradowały po sali w samej bieliźnie, a nawet topless. Królewny. To była szansa ich życia. Wygrana w konkursie oznaczała rok odmiany, niezwykłej zabawy, balów, ucieczki od codziennej rosyjskiej szarości. Dlatego każda z nich robiła co tylko mogła, żeby właśnie tego wieczoru, przy dziesiątkach nadzianych sponsorów wznieść się na wyżyny urody i intelektu. Była dopiero 18. Impreza miała zacząć się o 22. Przy lepszej pogodzie publiczność zaczęłaby pewnie już powoli zapełniać siedzenia na widowni, żeby powoli wczuwać się w klimat imprezy. Tym razem jednak sala była jeszcze zupełnie pusta. Ze sceny widać było równiutkie rzędy puchowych foteli. Był to największy i najdroższy teatr w mieście. Niektórych dziewcząt nie byłoby pewnie stać nawet na to, żeby przyjść z kimś tutaj na spektakl, popijając sok we foyer. Irina była jedną z uczestniczek konkursu. Jej latynoska uroda…

Surowa kara
Opowiadania erotyczne kobiet / 26 stycznia 2016

Usłyszałam dzwonek do drzwi – otwarte!- krzyknęłam. Cześć koteczku- odezwał się znajomy głos. To był mój kochany Patryk. Poznaliśmy się na studiach początkowo nie łączyło nas nic szczególnego, ale z czasem nasze serduszka zapłonęły miłością. Byliśmy ze sobą dwa lata, ale ogień w naszych serach w ogóle nie osłabł, a wręcz przeciwnie cały czas nabierał w sile. Już po roku „intensywnego związku” ( bo chyba tak można nazwać przebywanie ze sobą około 16h/dobę) wspólnie zamieszkaliśmy. Wynajęliśmy małą kawalerkę na przedmieściach miasta. Dojazdy na uczelnie i praca były męczące i pochłaniały sporo czasu, ale codzienne zasypianie i budzenie się u boku ukochanej osoby było niezastąpione. Tamtego wieczoru Patryk zapowiedział mi cudowny weekend- niespodziankę. Dostałam 15min na wyszykowanie się, zgodnie z zaleceniami partnera ubrałam się w obcisłą, lekko prześwitującą sukienkę w bordowym kolorze, którą zresztą dostałam od niego kilka dni wcześniej. – Czas minął – powiedział Patryk wchodząc do pokoju- Jeszcze nie jesteś gotowa! – rzekł z oburzeniem- przecież dałem ci 15 min! Śmiesz mi się przeciwstawiać?! – krzykną – przepraszam cię kochanie nie zdążyłam daj mi jeszcze pięć minut, sprężę się i będę gotowa- odpowiedziałam. (Uwielbiałam gdy mówił do mnie takim tonem, oznaczało to ostry seks, w którym mnie zdominuje co…

Czerwone pośladki

Ta historia zdarzyła się naprawdę i… bardzo niedawno. Studiuję na uniwersytecie. W ramach obowiązkowych godzin wychowania fizycznego zapisałem się na siatkówkę, jednak termin, w którym te zajęcia się odbywają jakoś nie bardzo mi pasuje, więc często się na nich nie pojawiam. Wiąże się to z koniecznością odrabiania nieobecności na jakichś innych zajęciach. Zazwyczaj wybieram popołudniową koszykówkę we wtorki, jednak w tym tygodniu coś mi wypadło, więc postanowiłem wybrać się w środę na ping-ponga. Kiedyś trochę grałem, więc pomyślałem, że nie powinienem mieć większych problemów. Nauczyciel (sympatyczny facet około pięćdziesiątki, ubrany w niebieski dres) zgodził się bez problemów, więc przebrałem się w szatni, po czym wszedłem na salę i usiadłem na długiej ławce wraz z innymi studentami. Zajęcia z tenisa stołowego były „koedukacyjne” – podobnie jak moja siatkówka, w przeciwieństwie jednak do koszykówki (chyba zbyt kontaktowa…) – i z przyjemnością zauważyłem, że większość osób stanowią studentki, niektóre naprawdę ładne. Siedziałem więc patrząc, jak ze swojej szatni wychodzą kolejne dziewczyny, zaopatrzone w rakietki, ubrane najczęściej w krótkie spodenki i luźne koszulki. Zwróciłem uwagę zwłaszcza na jedną. Niewysoka szczupła blondynka, z włosami spiętymi w koński ogon, ubrana w szarą bluzkę (pod którą rysowały się średniej wielkości piersi) i bardzo krótkie, obcisłe pomarańczowe spodenki….

Parycja

Patrycja zadzwoniła dzwonkiem do drzwi. Stała i czekała, aż jej nowy Pan otworzy i wpuści ją do środka, aby mogła rozpocząć swoją służbę. Nie widziała go wcześniej – znała go jedynie z korespondencji mailowej. Zgodnie z życzeniem Pana była ubrana jedynie w lekki, przewiewny płaszcz i buty na wysokim obcasie. Drzwi mieszkania na warszawskim Bemowie otworzyły się. Patrycja uniosła wzrok do góry i zobaczyła wysokiego szatyna, w wieku około 32 lat. Jej nowy Pan miał mocną, lecz nie muskularną budowę ciała. Na jego twarzy rozsiany był trzydniowy, miejscami siwawy zarost. – Wejdź – powiedział. Drzwi mieszkania zatrzasnęły się. Patrycja stanęła na środku przedpokoju. Rozejrzała się dyskretnie. Mieszkanie nie było duże – miało może pięćdziesiąt kilka metrów kwadratowych. Pan stanął przed nią. Patrycja nieśmiało opuściła twarz. Widząc to, uniósł swą rękę i delikatnie podniósł jej podbródek do góry, tak, aby dokładnie zobaczyć jej oblicze. – Podobasz mi się – powiedział, delikatnie gładząc jej lewy policzek. W kolejnym ruchu powoli rozpiął i zrzucił jej płaszcz. Stała teraz przed nim zupełnie naga, trzęsąc się to z zimna, to ze strachu… Pan stanął bokiem do niej, chwytając jej prawy pośladek swoją lewą ręką. Jego prawa ręka powędrowała zaś do jej łona. Tam na początku…

Ostatni dzień

Agnieszka mieszkała w jednym z tych obdrapanych bloków we Wrocławiu. Codziennie wieczorem wracała z pracy nieoświetloną ulicą mając nadzieję, że nikt jej nie zaczepi. Mijała typowe ulicznice zabawiające się czasami między sobą, czasami z niecierpliwymi klientami, pijaków i ćpunów, czyli typowych mieszkańców jej „osiedla”. Myślała w tedy, że pora zmienić coś w swoim życiu, że nie może tak mieszkać i codziennie modlić się, aby przypadkiem jej nie napadnięto, nie zgwałcono. Był ostatni dzień, kiedy mieszkała w tej parszywej okolicy. Wracała później niż zwykle z pracy, ponieważ nabrała sobie okropnych nadgodzin. „Mój szary świat zaczyna nareszcie nabierać kolorów” pomyślała i ujrzała w głowie obraz pięknego, zadbanego bloku z pełnym oświetleniem. Uśmiechnęła się do siebie. Kiedy przechodziła obok starego, nieczynnego już sklepu usłyszała tam dziwne krzyki i szlochy. Mimo ogarniającego ją strachu, podeszła bliżej i przyłożyła ucho do ściany. Nic nie widziała, ale i tak wyobrażała sobie różne straszne zdarzenia. Gdy już miała odchodzić z myślą, że pewnie jakiś facet za bardzo zabawia się z prostytutką, poczuła mocne szarpnięcie za włosy. Krzyknęła ze strachu i z bólu. Próbowała się obrócić i zobaczyć tego brutala, ale im bardziej się wykręcała tym bardziej ją bolało. Oprawca zaczął ją ciągnąć do opuszczonego budynku. Łzy same…

Doświadczona

Był wieczór. Pociąg unosił mnie coraz dalej. Z Przemyśla do Szczecina kawał drogi – cała noc. Bardzo chciało mi się spać, ale w naszych pociągach lepiej tego nie robić. Można obudzić się bez grosza w kieszeni, albo i wcale. Byłem więc zły, że muszę obijać się o twardą ścianę przedziału i walczyć z sennością. Rozdrażnienie i złość coraz bardziej we mnie wzbierały, przybierając coraz bardziej namacalną formę. „Chętnie bym coś wychędożył” – pomyślałem – „wystarczyłaby dobrze wyrośnięta małolata z pojemną buzią. Rozłożyłbym się na siedzeniu w przedziale, a ona robiłaby mi dobrze ustami.” – Czy ma pan może papierosa? – wyrwało mnie z moich słodkich marzeń. W drzwiach przedziału stała kobieta, a raczej dosyć chude babsko, ubrane w czarną bluzkę i spódnicę. Miała pomarszczoną twarz, siwe włosy i nie próbowałem nawet się domyślić ile lat. Na pewno nie była najlepszym materiałem do obróbki skrawaniem, ale za to sama lazła mi w ręce, a dokładniej na fiuta. Na stoliku leżała paczka papierosów. Musiał ją zostawić ktoś z poprzednich podróżnych, bo ja nie palę. Podsunąłem ją swojej rozmówczyni, prosząc ją, żeby usiadła. Zaciągnęła się głęboko. Zaczęliśmy rozmowę o wszystkim i niczym, jak to zwykle między przygodnie poznanymi ludźmi. – A pan nie…